Tłumacz

Szukaj

Advertisement

Logowanie






Hasło?
Konto? Zarejestruj się!

Newsletter



Wiadomość HTML?

Advertisement
 
Start arrow WYWIADY arrow Odpowiedzialna ochrona drewna - pytania do dr. inż. Andrzeja Kundzewicza - z firmy Dr. Wolman
Odpowiedzialna ochrona drewna - pytania do dr. inż. Andrzeja Kundzewicza - z firmy Dr. Wolman Drukuj Email
 

Dr inż. Andrzej Kundzewicz - przedstawiciel firmy Dr. Wolman
Andrzej Kundzewicz
Jak Pan ocenia zmiany na europejskim rynku impregnatów?

Jest to pytanie, na które pełną odpowiedź można dać oceniając rynek impregnatów do drewna w sposób wieloaspektowy. Chciałbym jednak skoncentrować się na tendencji dotyczącej dążenia do ograniczenia szkodliwego oddziaływania impregnatów. Obecnie nie stosuje się już substancji opartych na arsenie, a w ograniczonym stopniu na chromie.

Dr. Wolman jako pierwszy, albo jako jeden z pierwszych, odstąpił od stosowania chromu w impregnatach swojej produkcji, i od 1989 r. nie oferuje preparatów opartych na tym metalu. Chrom VI-warościowy w roztworze impregnującym jest rakotwórczy, a jego szkodliwość zanika, gdy utrwala się do III-wartościowego. Można to poznać po kolorze drewna, gdyż chrom nieutrwalony nadaje drewnu kolor brązowawy, a utrwalony – kolor zielony.

W naszym kraju nie można produkować impregnatów opartych na chromie od  września 2006 r., chyba, że udowodnione zostało, że związek chromu w impregnacie nie jest biocydem. W Polsce niektóre impregnaty chromowe zostały czasowo dopuszczone do obrotu, ale tylko do zastosowań do klasy III. Klasa III oznacza, że impregnat stosuje się na zewnątrz zabezpieczanego obiektu, bez kontaktu z gruntem. Impregnowanie drewna mającego kontakt z gruntem oznacza IV klasę użytkowania. Ta sytuacja niepotrzebnie komplikuje i tak mało przejrzysty rynek impregnatów. Każdy impregnat ma dopuszczone wymagania retencji, załóżmy, że środek „X” ma w III klasie 3 kg/m3 a w IV 8 kg/m3. Kiedy zaoferowałem zakładowi, który impregnuje palisady, rollbordery, więc typową klasę IV ciągle środkami chromowymi przejście na Wolmanit, odpowiedział, że impregnują w klasie III, bo stosują 3 a nie 8 kg/m3. Do tego mój rozmówca był święcie przekonany o swojej racji.

Rezygnacja z produkcji impregnatów chromowych i „przejście” na bezchromowe nie było dla Dr. Wolmana proste, gdyż prowadzenie badań nad nowymi środkami wymaga wielu lat pracy i ponoszenia kosztów np. na przeprowadzanie testów. Od testów screeningowe, wykonywanych w laboratoriach, poprzez badania agarowo-klockowe z udziałem grzybów rozkładających drewno, testy z owadami, w tym z termitami do badań poligonowych. Testy te są wielowariantowe – jest ich bardzo dużo, a przeprowadzenie ich trwa długo.

Idealnym rozwiązaniem byłyby impregnaty bez metalu, ale dotychczas nigdzie nie zdobył dopuszczenia do IV klasy użytkowania środek ochrony drewna, w którego składzie nie byłoby metalu. Impregnaty Wolmana oparte są na unikalnej miedzi HDO, której synteza przeprowadzana jest w firmie-matce, BASF.

Jak ocenia Pan jakość impregnacji drewna w Polsce?

Z przykrością muszę stwierdzić, że odwiedzając tartaki zauważyłem istnienie dużej ilości drewna zdeprecjonowanego. Deficyt surowca drzewnego powoduje, że zakłady drzewne muszą odbierać to, co dostają z Lasów, często drewno z sinizną klocową. Dopuszczanie drewna z sinizną do ciśnieniowej impregnacji jest dwojako naganne. Po pierwsze zostaje zainfekowany roztwór impregnacyjny, gdyż miliardy zarodników grzybów siniznowych, znajdujące się na powierzchni drewna przedostają się do roztworu. Zainfekowane zostanie zdrowe drewno, które w tym samym roztworze będzie impregnowane. Po drugie dodatki przeciwpleśniowe stosowane w impregnacji środkami bezchromowymi mają działanie czasowe, zazwyczaj do 3 miesięcy. Jeśli, jak to często bywa zaimpregnowane drewno magazynowane jest nieprawidłowo, zbyt ciasno i jego wilgotność po tym czasie będzie nadal powyżej 20%, to na powierzchni zaimpregnowanego drewna z sinizną klocową pojawią się zazwyczaj czarne naloty – wynik fruktyfikacji grzybów siniznowych.  

Bardzo prostym: tanim i skutecznym sposobem jest zabezpieczenie drewna przed sinizną kąpielą w roztworze przeciwsiniznowym.  Podaż drewna jest obecnie zbyt niska w stosunku do zapotrzebowania na nie, i w związku z tym drewno po przetarciu, mimo że tartaki dysponują wannami do impregnacji, w krótkim czasie jest odbierane bez zabezpieczenia. Tartacznicy uważają, że nie zdąży zasinieć. Przy temperaturze i wilgotności względnej powietrza panującej w pierwszej dekadzie sierpnia tego roku, zasinienie bielastej sosny to nie kwestia dni a wręcz godzin.

Przyczyną lekceważenia zabezpieczania drewna przed sinizną jest rozwój suszarnictwa w Polsce. Nabywcy drewna uważają bowiem, że samo suszenie daje gwarancje zabezpieczenia przed infekcjami grzybowymi. Moim zdaniem zabezpieczanie chemiczne przeciw siniźnie i suszenie drewna nie wykluczają się.  Samo oczekiwanie na wjazd do suszarni, bywa to kwestia np. 2 dni, może narazić drewno na deprecjację, nie mówiąc już o tym, że wysuszone drewno na skutek przejściowego nawilgotnienia po wysuszeniu w suszarni, może podlegać zasinieniu wtórnemu.

W odpowiedzi na pytanie o jakość impregnacji nie może zabraknąć jej podstawowej metody przemysłowej. W przypadku impregnacji metodą ciśnieniowo-próżniową konieczne jest wyparcie powietrza z drewna, a w to miejsce wtłoczenie impregnatu. Jeśli jednak drewno jest mokre, niesezonowane, to metoda ta jest nieskuteczna, ponieważ w drewnie znajduje się woda, a nie powietrze. Niezrozumienie procesu metody ciśnieniowo-próżniowej jest bardzo powszechne w Polsce, i dlatego zdarza się, że jakość impregnacji jest słaba.

Do tego to, co się dzieje po wyjęciu drewna z autoklawy również pozostawia wiele do życzenia. Drewno powinno być sezonowane w zadaszonym i przewiewnym miejsce celem utrwalania impregnatu a następnie składowane z zachowaniem niezbędnych dla cyrkulacji powietrza odstępów między rzędami impregnowanych wyrobów.

 Uważam, że podobnie jak w innych krajach europejskich powinna powstać w Polsce organizacja sprawdzające przestrzeganie dobrej jakości impregnacji. Z ideą powołania takiej organizacji wystąpił też prof. Krajewski z SGGW na 22 Sympozjum Ochrony Drewna. Osobiście zaangażowałem się we wdrożenie certyfikacji łańcucha dostaw PFC, przygotowywanej przez SITLiD, mając nadzieję, że jej stosowanie przyczyni się do poprawienia jakości impregnacji drewna w Polsce.

Dr. Wolman dba o to, aby jego klienci byli dobrze poinformowani o właściwym sposobie stosowania impregnatów, gdyż tylko wtedy można osiągnąć zamierzone zabezpieczenie drewna. Dlatego też nasi klienci mają pełny dostęp do laboratorium firmy, a poza tym przedstawiciele firmy regularnie odwiedzają klientów sprawując nadzór technologiczny i techniczny. Podstawową sprawą jest utrzymanie właściwego stężenia roztworu impregnacyjnego, czy roztworu środka ochrony przed sinizną. W tym celu nasi klienci wyposażeni są w odpowiednie urządzenia. Jeżeli chodzi o roztwory impregnacyjne to mają do dyspozycji konduktometry, jeśli zaś chodzi o roztwory do zabezpieczenia przed sinizną – refraktometry, którymi sami mierzą stężenie substancji. Niezależnie od tych pomiarów, próbka roztworu jest przesyłana do laboratorium, gdzie metodą absorpcji atomowej jest bardzo dokładnie analizowana.

Jakie duże przedsięwzięcia realizowała ostatnio firma Dr. Wolman?

Na szczególną uwagę zasługuje nasza oferta w zakresie impregnacji słupów telekomunikacyjnych. Jak wiadomo niezabezpieczone słupy telekomunikacyjne w części znajdującej się w ziemi szybko ulegają deprecjacji. W Polsce na ogół słupy telekomunikacyjne są montowane na szczudłach betonowych i nie mają kontaktu z gruntem. W takich krajach jednak jak Włochy czy Finlandia, gdzie słupy impregnowane są Wolmanitem, są one zakopywane w ziemię i w związku z tym mamy do czynienia z IV a nie jak u nas III klasą użytkowania.

W sposobie zabezpieczenia oferowanym przez Dr. Wolmana, poza skutecznym i nietoksycznym zaimpregnowaniem słupów Wolmanitem CX-8,  proponowane jest przedłużenie okresu eksploatacji poprzez zastosowanie bandaży. Po 8 latach eksploatacji sprawdza się stan słupa w najbardziej narażonej za rozkład części – na styku z glebą. Po usunięciu ziemi wokół słupa nawija się wolmanowski bandaż i zasypuje ziemią. Następnej inspekcji dokonuje się po 5 latach i w razie potrzeby zmienia bandaże.

Jako ciekawostkę chciałbym podać, że rozpoczęliśmy współpracę z firmą Teleenergetyczne Konstrukcje Wsporcze dotyczącą impregnacji słupów naszym preparatem Wolmanit CX8. Interesujące jest to, iż słupy  impregnowane są w Polsce, drewno pochodzi z Czech, a odbiorcą jest firma węgierska. Warto też wspomnieć, że zaawansowane są rozmowy w sprawie impregnacji słupów telekomunikacyjnych z Telekomunikacją Polską S.A.

Zastosowanie naszego środka impregnującego zmniejszy przede wszystkim problem z utylizacją słupów impregnowanych szkodliwym olejem kreozotowym. Powinno to też obniżyć koszt takiego słupa, ponieważ nie będzie on zawierał w swojej cenie wysokich kosztów utylizacji.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Piotr Łęski

 

Artykuł pochodzi z miesięcznika "Przemysł Drzewny".

  Brak komentarzy.

Dyskutuj o tym na forum. (0 posts)
« poprzedni artykuł   następny artykuł »